Bartosz Ślusarski: – Tego meczu chyba nigdy nie zapomnę

- Zremisowaliśmy bardzo ważny mecz, utrzymaliśmy się w lidze, a przy okazji pomogliśmy Lechowi. Nie mogłem sobie wymarzyć bardziej radosnego wieczoru – mówi dla Terazpasy.pl po meczu Cracovia – Wisła napastnik Cracovii Bartosz Ślusarski .

- Co po tym meczu bardziej Cię cieszy: pewne utrzymanie Cracovii w Ekstraklasie czy prawie pewny tytuł mistrza Polski dla Twojego byłego klubu Lecha Poznań?

- Bardzo zależało nam na tym, aby Cracovia utrzymała się w lidze. Utrzymanie udało się zapewnić w tym meczu. To dla mnie najpiękniejsze chwili od kiedy przyszedłem do Cracovii. Tego meczu chyba nigdy nie zapomnę. Zremisowaliśmy bardzo ważny mecz, utrzymaliśmy się w lidze, a przy okazji pomogliśmy Lechowi. Nie mogłem sobie wymarzyć bardziej radosnego wieczoru.

- Cracovia z Wisłą jak i Lech z Ruchem przegrywały by ostatecznie zakończyć mecze korzystnymi rezultatami…

- W szatni mówiliśmy, że szczęście znowu się do nas uśmiechnęło. Było także wcześniej w tej rundzie gdy zdobywaliśmy zwycięską bramkę w ostatnich minutach czy wtedy, gdy sędzia dyktował dla nas rzut karny. Dzisiaj też szczęście było przy nas.

- Nie był to łatwy mecz. Nie mieliście wielu sytuacji bramkowych…

- Graliśmy z zespołem, który walczy o tytuł mistrza Polski. A my graliśmy o utrzymanie. Widać było różnicę, ale nadrabialiśmy determinacją. Wisła prowadziła grę, ale też nie stwarzała wielu groźnych sytuacji. Dopiero po przerwie mieli sytuację w której Ba trafił w poprzeczkę. Szczęśliwie, bo szczęśliwie, ale udało się nam zremisować.

- Ten mecz rozpoczęliście zupełnie inaczej niż mecz z Polonią Warszawa. Dzisiaj zagraliście „wysoko”, a z Polonią ustawiliście się na własnej połowie i czekaliście na rywala…

- Tak było. Rozmawialiśmy przed meczem i mówiliśmy, że nie możemy wpuścić Wisły na naszą połowę i pole karne bo wcześniej czy później skończy się to utratą bramki. Graliśmy „wyżej” i staraliśmy się utrzymać piłkę jak najdalej od własnej bramki. To nawet nam wychodziło zwłaszcza w pierwszej połowie, bo w drugiej połowie trochę osłabliśmy i Wisła miała już więcej do powiedzenia. Nas w odróżnieniu od Wisły urządzał remis, dlatego to Wisła musiała bardziej dążyć do zdobycia bramki.

- Ostatni mecz sezonu z Piastem w Gliwicach nie będzie miał już większego znaczenia.

- Z Piastem zagramy o zwycięstwo tak jak w każdym innym meczu. Zagramy tak samo jakbyśmy dzisiejszy mecz przegrali.

- W przyszłym sezonie chciałoby się widzieć Cracovię grającą o wyższe cele a nie tylko o utrzymanie.

- Jeszcze chyba za wcześnie aby sięgać myślą tak daleko. Wszystko zależy m.in. od tego w jakim składzie personalnym będzie grać Cracovia, jak będzie przebiegał okres przygotowawczy i tak dalej. Ja jeszcze o tym nie myślę. Teraz cieszę się, że udało nam się utrzymać w Ekstraklasie, że wyleczyłem kontuzję i w końcówce sezonu mogłem pomóc drużynie, bo już się bałem, że skończy się tak jak w poprzednim sezonie…

Janusz Filipiak: – Nie zatrudnimy Jopa w Cracovii

- Obydwa zespoły miały świadomość tego, o jaką stawkę grają. Ja się cieszę, że nasi piłkarze zagrali z bardzo dużym zaangażowaniem – mówi dla Terazpasy.pl po meczu Cracovia – Wisła Prezes MKS Cracovia SSA Profesor Janusz Filipiak .

- Szczęście wyjątkowo dopisało Cracovii w tym spotkaniu…

- Powiedziałem niedawno, że nasi przyjaciele z Niemiec przyjeżdżają do Krakowa po to, by nam przynieść szczęście i teraz mam satysfakcję, że to szczęście przynieśli i że Cracovia zremisowała. Oni są bardzo zadowoleni z tego co zobaczyli, a chciałem przypomnieć, że byli też na meczu w Sosnowcu, na jesieni. (śmiech)

- To bardzo ważne punkty dla Pasów. Długo w tym meczu wydawało się, że oba zespoły grają na 0:0…

- Nie sądzę. Tutaj trudno nawet insynuować, że był jakiś układ, bo to po prostu nie wchodziło w rachubę. (śmiech) Obydwa zespoły miały świadomość tego, o jaką stawkę grają. Ja się cieszę, że nasi piłkarze zagrali z bardzo dużym zaangażowaniem. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że gdyby zagrali tak jak dziś z Polonią Warszawa to już na dwie kolejki przed końcem nie mielibyśmy problemu walki o utrzymanie.

- Nie ma Pan wrażenia, że gdyby takie zaangażowanie było w każdym meczu to walka o utrzymanie byłaby w ogóle tematem abstrakcyjnym?

- No cóż, ja jestem, prezesem klubu od ośmiu lat. Dawniej się mówiło, że ja jestem taki „nowy” w tej piłce nożnej, no ale z perspektywy czasu mogę tylko powiedzieć, że z tym wszystkim tak już jest. My nieustannie gadamy, rozmawiamy, dajemy nagrody pieniężne, a potem jest tak jak jest, czyli w niektórych meczach się mobilizują, w niektórych meczach to idzie tak jak powinno, w innych meczach jest taka walka jak dzisiaj. Tak więc mnie cieszy taka walka jak dzisiaj, bo w tych derbach była walka od samego początku – to było widać. Było widać, że im zależy i mimo, że ta bramka dla nas padła w ostatniej minucie to wydaje mi się, że z przebiegu meczu ona nam się należała.

- Powiedział Pan o nagrodach pieniężnych. Czy jest jakaś nagroda za to utrzymanie?

- Nie, oczywiście piłkarze przyszli i chcą (śmiech), ale w tej chwili rozmawiamy o przyszłym sezonie, bo podobno się już utrzymaliśmy. Z tego co mi wiadomo nie ma już nawet matematycznej możliwości spadku Cracovii, ale ja tam nie patrzę w te tabelki i oczekuję dobrego meczu z Piastem. Natomiast mogę powiedzieć, że nie jest to kwestia jednorazowej nagrody pieniężnej – tak jak się mówi, że gdyby Małyszowi położyć na 170-tym metrze milion złotych to on jak nie da rady skoczyć, to nic tego nie zmieni i tak samo jest z piłką. Nagrody pieniężne są cały czas, piłkarze je dostają. Raz grają tak, raz inaczej – proszę mi wierzyć jako prezesowi klubu, który już osiem lat jest w tej piłce, że te pieniądze zawsze są związane z grą piłkarzy. Dzisiaj nie było specjalnych nagród, a była gra.

- Bramkę na wagę utrzymania Cracovii zdobył Mariusz Jop, obrońca Wisły…

- No tak, ale to nie znaczy, że my go zatrudnimy w Cracovii. (śmiech)

GKS – Cracovia 3:0. Smutny powrót Lenczyka do Bełchatowa

Bełchatowianie nie mieli litości dla swojego byłego trenera Oresta Lenczyka i jego Cracovii i pewnie wygrali z Pasami 3:0. Świetny mecz rozegrał reprezentant Polski Dawid Nowak, który popisał się dwiema bramkami i asystą.

Głównym smaczkiem przyjazdu krakowian na ligowy mecz do Bełchatowa było pojawienie się na ławce trenerskiej Pasów Oresta Lenczyka. Doświadczony szkoleniowiec jeszcze trzy sezony temu triumfował z tym klubem wicemistrzostwo Polski i wypromował wielu znakomitych piłkarzy. Między innymi Radosława Matusiaka – dziś zawodnika Cracovii – którego nie zdecydował się jednak desygnować do gry od pierwszej minuty.

Cracovia rozpoczęła bardzo agresywnie, czym kompletnie gospodarzy zaskoczyła. GKS otrząsnął się dopiero po dwudziestu minutach. Świetnie przed polem karnym zachował się Cetnarski, którego precyzyjne uderzenie nie dało żadnych szans Merdzie. Asystę przy bramce młodzieżowego reprezentanta Polski zaliczył aktywny od pierwszych minut Dawid Nowak.

Strzelec gola zrewanżował się swojemu koledze tuż przed przerwą. Po jego centrze z prawej strony boiska mijając się z piłką błąd popełnił Merda i Nowak uderzeniem głową podwyższył wynik spotkania.

W drugiej części na placu gry pojawił się Matusiak. Były gracz GKS od samego początku przejawiał ogromną ochotę do gry i wielokrotnie zatrudniał Łukasza Sapelę. Kolejnego gola strzelili jednak gospodarze. Po podaniu Janusa świetnie w polu karnym zachował się Nowak, który najpierw wkręcił w ziemię Pawła Sasina, a następnie ze spokojem umieścił piłkę w samym rogu bramki Merdy.

POLONIA BYTOM – CRACOVIA 1 : 2 (1 : 1)

- Wierzę, że przywieziemy z Bytomia komplet punktów – mówił przed meczem pomocnik Cracovii Mateusz Klich. Jego słowa znalazły potwierdzenie w dzisiejszym spotkaniu! Cracovia, po bramkach Radosława Matusiaka i Bartosza Ślusarskiego, wygrała z Polonią Bytom 2:1 i zrobiła milowa krok w kierunku utrzymania się w Ekstraklasie!

POLONIA BYTOM – CRACOVIA 1 : 2 (1 : 1)

0:1 – Matusiak 7.-k.
1:1 – Sawala 43.
1:2 – Ślusarski 89.

Żółte kartki: Klepczyński, Skaba (Polonia) oraz Wasiluk, Szeliga, Merda (Cracovia).

Polonia: Skaba – Kulpaka, Klepczyński, Killar, Kotrys, Trzeciak (46. Bykowski), Kuranty (46. Radzewicz), Sawala, Barcik, Bažík, Podstawek (83. Nowak).

Cracovia; Merda – Mierzejewski (77. Derbich), Polczak, Wasiluk, Sasin – Pawlusiński, Szeliga (73. Baran), Klich, Moskała (64. Suvorov) – Ślusarski, Matusiak.

Sędzia: Włodzimierz Bartos.

Widzów: ok. 5000.

Bezsilność panuje w Cracovii

- Wszyscy jesteśmy źli. Co może zrobić Filipiak? Zwolnić Lenczyka, ale to nic nie da. Musimy walczyć, a problemy rozwiążą się same – przekonuje Radosław Matusiak, napastnik Cracovii

Szymon Opryszek: Po pięciu porażkach wiosną widmo spadku jest coraz realniejsze?

Radosław Matusiak: – Inne drużyny ciułają punkty, a nas ogarnęła apatia. Nie potrafimy nawet zremisować meczów, w których prowadzimy. Sytuacja zrobiła się bardzo zła, ale jeszcze nie tragiczna. Lada dzień możemy obudzić się na ostatnim miejscu w tabeli. Wówczas może być za późno na wnioski.

W czym tkwi problem?

- Nie potrafimy kreować, gramy długimi piłkami, co nam nie wychodzi, a na boisku króluje chaos. Jedyna bramka, jaką udało nam się zdobyć w ostatnim czasie padła z dobitki po błędzie bramkarza.

Przez ostatnie 180 minut gry Cracovia oddała dwa celne strzały.

- Nie jest to powód do chluby. Brakuje nam sytuacji strzeleckich, gra ofensywna pozostawia wiele do życzenia. Nawet gdybyśmy stwarzali trzy, cztery okazje, to mogłoby się to okazać za mało. Jako napastnik nie mam wielu szans, pozostaje mi tylko przepychanie się z rywalami.

To dla Pana frustrujące?

- Oczywiście. Nie mogę sobie pluć w brodę, że miałem trzy stuprocentowe okazje i je zmarnowałem. Każda kolejna, czasem jedna w meczu może się okazać na wagę złota. Po kontuzji wraca Bartosz Ślusarski i liczę na jego pomoc w ataku.

Jesteście wolni, słabsi w konfrontacji z rywalami. Nie macie siły na walkę?

- Pierwszy mecz z Legią pokazał, że jesteśmy przygotowani do sezonu. Problem dotyczy psychiki, zachowania w sytuacji stresowej. Po kilku nieudanych próbach brakuje spokoju, sięgamy po najprostsze schematy.

Czy to nie jest tak, że trener Orest Lenczyk przyćmił największe osobowości zespołu, a na boisku zaczęło brakować liderów?

- Teoretycznie Cracovia ma takie osoby. Marcin Cabaj, Arkadiusz Baran od wielu lat ciągną zespół. Łatwo wskazać lidera w szatni, trudniej znaleźć go na boisku. Przecież krzyknąć i zachęcić do walki może każdy, problem w tym, czy przyniesie to skutek.

Na treningach Lenczyk krzyczy, że brakuje Wam ikry.

- Trener powtarza też, że nie możemy być chłopcami do bicia. Czasem rzeczywiście jesteśmy bezsilni, najlepiej to widać po stracie bramki. To defekt psychologiczny – staramy się walczyć, ale pod wpływem stresu już nic nam nie wychodzi. To nie jest tak, że ktoś olewa grę. Każdy z nas pracuje na swoje nazwisko.

Liczycie w szatni punkty, które można jeszcze zdobyć?

- Wirtualne sumowanie nic nam nie da. Liczyliśmy na cztery punkty w ostatnich dwóch meczach, na koncie mamy zero. Jest sześciu kandydatów do spadku, dyplomatycznie powiem, że największym ostatnia drużyna w tabeli. Przed nami mecze z sąsiadami w walce o utrzymanie. Musi być dobrze, czarnego scenariusza nie bierzemy pod uwagę.

Była rewolucja w składzie, specjalne odprawy taktyczne, treningi poświęcone koncentracji. Co jeszcze może zrobić Lenczyk?

- Trener zastanawia się, co jest nie tak, próbował zmieniać skład, taktykę – nie zawsze wszystko grało. Dla niego to także frustrujące. Sytuacja każdego z nas podłamuje. Wierzę jednak w Lenczyka, nie z jednej opresji już wychodził. On wie, co z tym fantem zrobić. Gdyby nie wiedział, to podałby się do dymisji.

Prezes klubu Janusz Filipiak stwierdził odważnie, że jest bezsilny.

- Prezesi nie zaglądali do naszej szatni, są zapracowani. Zresztą co Filipiak może zrobić? Nie jest typem prezesa, który przychodzi do szatni ze składem na kartce. Oczywiście może zmienić trenera, ale moim zdaniem to nic nie da. Pewnie dlatego stwierdził, że jest bezsilny.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Michał Goliński: kibice słusznie krytykowali

- Sytuacja w tabeli  zrobiła się trudna, drużyny z dołu tabeli zbliżyły się do nas. Musimy jak najszybciej przywieźć punkty, nieważne skąd – mówi w wywiadzie dla Jacka Żukowskiego Michał Goliński, pomocnik Cracovii.


W nieciekawym nastroju pojedzie Pan na mecz ze swoim byłym klubem – Zagłębiem Lubin

Rzeczywiście. Patrząc na nasze ostatnie mecze, to musimy zmienić wszystko! Wiadomo, w jakim stylu te mecze rozgrywaliśmy i jakie były efekty. Jesteśmy bez punktów. Sytuacja w tabeli zrobiła się trudna, drużyny z dołu tabeli zbliżyły się do nas. Musimy jak najszybciej przywieźć punkty, nieważne skąd.

Dla Pana będzie to szczególny mecz?
Spędziłem w Lubinie dwa lata więc jakiś sentyment pozostał. Przeżyłem tam miłe chwile. Zdaję sobie sprawę, że Zagłębie gra bardzo dobrze, choć w ostatnim meczu, mimo prowadzenia 2:0, tylko zremisowało. Na pewno mam dużo przyjaciół w Lubinie, z kilkoma chłopakami cały czas utrzymujemy kontakt. Jeśli będzie trzeba, to służę radą. Czy mam coś do udowodnienia działaczom? Myślę, że do udowodnienia to ma cała Cracovia, która musi pokazać, że umie grać w piłkę.

Co Pan sądzi, jak zostanie przyjęty przez kibiców?
Zawsze ich miło wspominam. Nawet w tych trudnych chwilach, gdy graliśmy w I lidze, jeździli za nami i nas dopingowali. Myślę, że jeśli chodzi o mnie, to nie będzie źle. Oczywiście zawsze może się zdarzyć ktoś, kto będzie chciał krzyczeć. Nie będę na to patrzył, tylko będę się starał zaprezentować jak najlepiej.

Wiosna jest nieudana, a na wyjazdach idzie wam szczególnie źle, skąd więc czerpać optymizm?
Nie możemy grać tak jak w ostatnich meczach, musimy w piątek wyjść zdeterminowani. Kibice z pewnością pomogą Zagłębiu, ale my musimy odpowiedzieć walką. Jeśli chcemy zdobyć punkty, to musimy stwarzać sobie bramkowe okazje i strzelać gole. Przy wygranej “doskakujemy” do Zagłębia na 2 punkty. Jeśli sami sobie nie pomożemy, to nie mamy na co liczyć.

Ostatnio było wiele krytyki w mediach i ze strony kibiców w internecie pod waszym adresem. Panu dostało się szczególnie…
Po tych nieudanych meczach wiem, że nas nie oszczędzano. Nie czytałem tych wpisów, ale dotarło do mnie, że ja i Radek Matusiak jesteśmy najbardziej obwiniani. Na pewno w jakimś stopniu ta krytyka jest uzasadniona.

Jak Pan uważa, dlaczego złość kibiców skupiła się właśnie na was dwóch?
Mieliśmy wzmocnić ten zespół i chyba dlatego. Zdaję sobie sprawę, że krytyka dopada przede wszystkim tych, od których się wiele oczekuje. Na pewno uwagi są słuszne. Rozmawiamy z Radkiem i wiemy, że styl, jaki zaprezentowaliśmy, nie był dobry, sami jesteśmy źli na siebie. Gorzej być nie może… Kibice przychodzą na mecz i chcą zobaczyć dobry występ swojej drużyny. Jest więc zrozumiałe, że są źli. Ale choćby w tamtej rundzie pokazaliśmy, że możemy grać dobrze. Mnie się dostało, ale Cracovia to nie tylko Radek Matusiak i Michał Goliński – z tym się na pewno nie zgodzę. Tworzymy drużynę i razem walczymy.

Najlepszą waszą odpowiedzią na narzekania fanów byłaby dobra gra i wynik w Lubinie.
Oczywiście, że tak. Mam nadzieję, że coś przywieziemy, najlepiej 3 punkty, a kibice wybaczą nam i w kolejnych spotkaniach będą wspierać. Jeśli ktoś nas już skreślił, to jest w błędzie.

Rozmawiał Jacek Żukowski (Gazeta Krakowska)

Filipiak: Mam pełne zaufanie do Lenczyka

Cracovia jest bliska wygrania wyścigu  po tytuł największego paradoksu polskiej ekstraklasy. “Pasy” mają pieniądze, dobrego trenera i niczego sobie piłkarzy, a grają tak, jakby każdej z tych rzeczy u nich brakowało. I Bóg jeden raczy wiedzieć, dlaczego tak się dzieje.
Drużyna, która dysponuje składem mocniejszym od ponad połowy ligowych rywali (ta teza, wbrew pozorom, nie jest dyskusyjna), ma stabilną sytuację finansową, kadrową, kilka gwiazd i Oresta Lenczyka za sterem, przegrała wiosną pięć z sześciu rozegranych spotkań. Trzy ostatnie w żałosnym stylu. Widmo spadku zajrzało więc krakowianom w oczy i przeraża na równi z ich koszmarną grą.

Pytań o przyczyny kryzysu można zadać setki, ale to zamiast przybliżać nas do właściwej odpowiedzi, jedynie mnoży wątpliwości. Kto jest winien? Może szkoleniowiec źle przygotował zawodników albo nie ma pomysłu na ten zespół? Może piłkarze grają przeciwko niemu? Może w szatni jest fatalna atmosfera? Może tak, a może nie… Odnosi się wręcz wrażenie, że odpowiedzi nie znają nawet w klubie.

- Mam pełne zaufanie do trenera – złożył właśnie ważną deklarację prezes Cracovii Janusz Filipiak. Nietrudno go zrozumieć, bo ma w tej chwili bardzo ograniczone pole manewru. Zmiana trenera byłaby krokiem bardzo ryzykownym (wymyślenie dobrego kandydata to nie bułka z masłem), a jednocześnie jedną z największych porażek szefa “Pasów”, który w sierpniu ubiegłego roku uwierzył, że Lenczyk pomoże mu przemienić Cracovię w mocny, walczący o mistrzostwo klub.

Filipiak przez ostatnie lata dowolnie żonglował modelami kierowania piłkarskim zespołem. W krótkim czasie przetestował ich wiele. Był etap zatrudniania doświadczonych zawodników (m.in. Kazimierza Węgrzyna, Witolda Wawrzyczka, Jacka Wiśniewskiego), który z czasem wyewoluował w produkcję piłkarzy netto – jak nazywano politykę stawiania na młodzież – porzuconą w końcu na rzecz dużych gotówkowych transferów. W tym chaosie nie było metody, choć Filipiak – oddajmy mu sprawiedliwość – nie działał w oderwaniu od sugestii zatrudnianych przez siebie szkoleniowców.

Bilans tych prób od dawna jest niezmienny i dziwaczny. Wychodzi z niego, że krakowska drużyna najlepiej rozwijała się i najładniej dla oka grała tuż po awansie do ekstraklasy (sezon 2004/2005), choć była złożona głównie z niedoświadczonych zawodników (wspartych Węgrzynem i Marcinem Bojarskim), którzy wcześniej występowali w III i IV lidze. Ślad po tamtej ekipie jest dziś ledwie widoczny (zostali jedynie Arkadiusz Baran i Marcin Cabaj), a choć dziś Cracovia zatrudnia gwiazdy pokroju Bartosza Ślusarskiego, Radosława Matusiaka oraz Michała Golińskiego, to jej gra, wyniki i perspektywy wyglądają zdecydowanie gorzej.

Dwóch ostatnich zawodników zatrudniono na wniosek Lenczyka. Do zespołu – jak na razie – wnieśli niewiele, jeśli nie liczyć zwycięskiej bramki Golińskiego w derbach. Innemu szkoleniowcowi Filipiak już wystawiłby i za takie transfery, i za ostatnie rezultaty rachunek. Jednak uznanie, że zatrudnienie Lenczyka to błąd, byłoby dla prezesa “Pasów” trudne do przełknięcia. Nie tylko jemu przecież wydawało się, że podpisanie kontraktu z charyzmatycznym szkoleniowcem to strzał w dziesiątkę. Stanowczy, wygadany, dystansujący się od futbolowego środowiska trener z marszu zrobił na pracodawcy świetne wrażenie.

Dziś Filipiak ma prawo być zdezorientowany. Uzbroił się w doradcę, którym został Tomasz Rząsa, ma fachowca pokroju Lenczyka, zainwestował w znanych zawodników, a wyniki i gra są gorsze niż kiedykolwiek wcześniej. Mętlik potęgują wypowiedzi trenera, który twierdzi, że drużyna prezentuje się słabiej, bo za kartki pauzuje 19-letni Mateusz Klich, czyli jedyny udany egzemplarz z produkcji netto.
Czy aby jednak naprawdę chodzi tylko o brak o nastoletniego pomocnika, który poza jednym spotkaniem – z Koroną – niczym szczególnym się wiosną nie wyróżniał? Chyba nie.
Zatem o co chodzi? Tego, jako się rzekło, chyba nie wie nikt. Dlatego może dobrze, że przy poszukiwaniu odpowiedzi nadal będzie się męczył Lenczyk.

Cracovia – zaginiony lot 2009/2010

Cracovia miała szybować w kierunku w europejskich pucharów, a na razie straciła silnik oraz skrzydła i pikuje w kierunku pierwszej ligi.

Trenera Oresta Lenczyka porównywano już do filozofów, generałów, a nawet kompozytorów. – Szkoleniowiec bez dobrych piłkarzy jest jak pilot bez samolotu – może chodzić w pięknym stroju po mieście i będą patrzyć na niego jak na głupka – stwierdził sam zainteresowany przed rundą wiosenną.

Lenczyk-pilot ma pięknie skrojony mundur z wieloma orderami (m.in. za mistrzostwo i wicemistrzostwo Polski), lądował już na najtrudniejszych polskich lotniskach (Wisła), wychodził z wielu turbulencji (PGE Bełchatów), ostatnio wleciał nawet do ekstraklasy (Zagłębie Lubin), by się stamtąd katapultować.

Cała Polska dziwiła się, że uznany pilot wsiadł za stery zdezelowanego samolotu Cracovia. Na pokładzie krakowskiego klubu szybko stał się gwiazdą. Doświadczeniem, zaangażowaniem, ale i ciętą ripostą przytłoczył podopiecznych. Rządzi na treningach, w szatni, ma duży wpływ na politykę transferową.

Stało się najgorsze. Pilot co tydzień próbuje odpalić silniki, ale za każdym razem samolot wznosi się i z hukiem opada. Cracovia jest jedną z najsłabszych drużyn ekstraklasy. Od czasu awansu krakowianie nigdy nie zanotowali pięciu porażek w sześciu meczach wiosny.

W czym problem? Im większy blask bije do trenera, tym gorzej radzą sobie jego piłkarze. W Cracovii brakuje lidera, który wziąłby na swoje barki odpowiedzialność za grę. W trakcie rundy okazuje się, że bez Mateusza Klicha drużyna nie umie skonstruować akcji. A jeszcze kilka miesięcy temu 19-letni piłkarz był odpowiedzialny za wnoszenie walizek na pokład.

Odważna polityka transferowa klubu odbija się czkawką, bo liderami mieli być Radosław Matusiak i Michał Goliński. A są bezproduktywni, chaotyczni i słabi. Wiosną przypominają stewardessy, które robią dobre wrażenie, ale pasażerom serwują papkę podejrzanej świeżości.

Obrazek z meczu z Ruchem: Matusiak wikła się w drybling, traci piłkę, rozkłada ręce i patrzy pytająco na Lenczyka. Po przegranym meczu z Jagiellonią jeden z piłkarzy przekonuje dziennikarzy, że “trener musi coś wymyślić”. Co gorsza Cracovia straciła skrzydła (kontuzje Dariusza Pawlusińskiego i Mariusza Sachy).

Problem Cracovii tkwi w jej zawodnikach. Chcieliby latać wysoko, ale na boisku oglądają się na trenera. Nie potrafią wziąć sterów w swoje ręce, zagrać szybko, niestandardowo, uszczknąć choćby procent z charyzmy Lenczyka. Niektórzy pracują z rutyną pracowników terminalu cargo, inni – głównie obrońcy – przypominają na pokładzie terrorystów.

Wieża kontroli lotów na razie nie reaguje. Szkoda, że po ubiegłym “spadkowym” sezonie prezes Janusz Filipiak nie otworzył czarnej skrzynki, a zapłacił pracownikom premię za bezpieczne, choć awaryjne lądowanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków